Mam 6 godzin do spedzenia na lotnisku, wiec kupa czasu na robienie zbednych rzeczy. Jade do Polski i strasznie sie z tego ciesze, bo wakacje sa mi niesamowicie potrzebne, zeby przez chwile (3 tygodnie!) nie zajmowac sie niczym odpowiedzialnym (dzieci sie nie licza). Bo mimo, iz lubie wiekszosc moich obowiazkow (poza sprzataniem), to juz czas naladowac baterie, zeby jeszcze bardziej je doceniac.
Lipiec spedzilam caly, pracujac jako wszystkorobiaca w pewnym prywatnym rezerwacie przyrody. Obok obserwacji flory i fauny, funkcji informatyczki czy kierowcy, wypelnialam tez wszelkie obowiazki wokol rolniczej dzialalnosci, dzieki czemu wiem juz jak leczyc owce i sprawdzac jakosc siana. Do pracy tej wracam po urlopie, naucze sie tez wtedy obslugiwac traktor plus inne maszyny rolnicze. Pierwszy raz tez jechalam z przyczepa i nauczylam sie z nia wycofywac. Przyczepa oczywiscie byla bez swiatel i niezarejestrowana, dlatego sie jezdzi w nocy i bocznymi drogami, tak jak robia to wszyscy irlandzcy rolnicy. Zdejmowalam tez po raz pierwszy szwy (kozie, ale to u siebie w domu).
Zdjecia, ktore sa ponizej, sa nieco nieuporzadkowane, ale nie mam zamiaru ich ukladac, bo telefon moze przestac wspolpracowac.
Troche wiec tu natury, martwej i ozywionej (gniazdo rybitwy to moj faworyt - to to na muszelkowej łasze). Sa tez maluchy w gorach (tylko polskie dzieci chodzily po trudniejszych sciezkach). Pare zdjec jest z ogniska swietojanskiego: Zywia to oczywiscie wojowniczka i dama, Siemek wywija mieczem, wyjatkowo nie laserowym, a Gwidon, jak to nastolatek, siedzi z opuszczonymi uszami i upadabnia sie do Toffee (naszego psa). Jakas kura tez sie tu zablakala.
No i jest fotografia mojego cudownego koguta na wystawie rolniczej, gdzie zdobyl pierwsze miejsce w kategorii najlepszy miejscowy ptak. Oprocz widocznej na klatce wstazki (nie wiem, czy jest jej odpowiednik w Polsce), dostalam tez puchar lub raczej statuetke i 3 worki karmy. Teraz nie ma dnia, zebym z duma nie patrzyla na mojego koguta.
Na tej imprezie nie braklo zwierzat, a zalaczylam zdjecie z okolic krow. Kazda krowa, a zwlaszcza byk, bo to one najbardziej lakna nagrod, jako ze zwieksza to ich szanse do rozrodu, udaja sie pod prysznic (z szamponem!), a nastepnie sa suszone suszarka (stad generatory pradu przy kazdym stanowisku) i wyczesywane.
I oto zbliza sie moj samolot, a ja oddaje sie nastrojowi wakacyjnemu i przygotowuje sie psychicznie na upaly, od ktorych juz calkiem sie odzwyczailam i temperatura 18 stopni stala sie dla mnie wymarzona. Oszukam tez pory roku, jako ze tu jesien zaczela sie wczoraj, a w Polsce dopiero srodek lata...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



















Same słodziaki! :) super!
OdpowiedzUsuń