Ogień z przesilenia letniego 2009

Ogień z przesilenia letniego 2009

poniedziałek, 14 października 2019

Wiem, co robiłam od ostatniego lata (znaczy się poprzedniego)


Szukałam dziś zdjęć do pracy i przypomniałam sobie o moim blogu. Ponieważ mam mnóstwo pracy, więc jest to wspaniałe zajęcie zastępcze. Poza tym jest to świetny sposób, żeby czasem te zdjęcia zobaczyć. Nie było mnie tu od 2017 roku, więc czas szybko co nieco nadgonić. Od tego czasu komputery nam umierały co jakis czas i zdjęcia są rozsiane po różnych dyskach, ale na tym, na którym teraz pracuję, są od lata 2018 roku. Wybrałam więc niektóre  i Wam zaprezentuję.

Oczywiście wciąż wyglądamy na najszczęśliwszych ludzi, którzy robią same niesamowite rzeczy i spędzają cudownie rodzinny czas :) 
Oby tak dalej!

To zaczynamy....

Lato 2018

Mój kogut znowu wygrał na lokalnej wystawie rolniczej miano najlepszego ptaka z okolic. Ten tu poniżej już jednak padł ofiarą lisa. Hoduję jednak jego godnych następców. Okazało się, że rasa, którą to wstecznie krzyżowałam (przypadkiem, działała więc ewolucja), to tzw. Game Birds, czyli koguty do walk (kogucich oczywiście). Są bardzo sprawne, świetnie latują (wlatuja na 30-metrowe drzewo), szczupłe i inteligentne.
I bardzo często mają kurczaki....


Na tej samej wystawie mój kaktus, którego przywiozłam z Brazylii, od Elki, wygrał jako najlepszy kaktus!

Jak co roku, bylismy w Polsce. Poniżej lasy w Puszczy Lubuskiej (Lipsk Żarski)...


... i MRU.




Wrzesień 2018

Wyprawa nad morze, tym razem złapaliśmy największego kraba w naszej historii (jak moje dwie dłonie). Żywia ma na sobie czapkę po babci Sabinie, która od razu tego dnia zagubiła się na plaży w Balbriggan (czapka oczywiście, babcia spokojnie leży na cmentarzu w Grabiku...). Poza tym znaleźliśmy naszego pierwszego rekina w naturze; mały i martwy, ale jednak!






Siemek już umie doic kozy, choc póki co tylko Gwidon mnie wyręcza.


Tutaj spojrzenie na to, co czasem robię z dziećmi cudzymi: uwielbiam im pokazywać martwe zwierzeta.


Październik 2018

Halloween nadeszło - Siemek był zombie rycerzem, a Żywia do połwy martwą dziewczyną. Gwidon był już zbyt dorosły na przebieranie w tym roku, przejdzie mu to dopiero za parę lat, gdy znów zacznie sie bawić.


A tu jakiś 5000-letni dąb wystający z bagna, na które często chodzę...


... i ciągne dzieci za sobą.




Dołączam też zdjęcie jednego z zadań do polskiej szkoły Siemka, jakoś napatoczyło mi się pod rękę.


Listopad 2018

Sobie pojechaliśmy z Marcinem do Glasgow na koncert. Koncert był bardzo mroczny, więc zdjęcie turystyczne tez z cmentarza.


Grudzień 2018

Odwiedziłam z dziećmi Ankę Jurkowską w Taunton, UK.

Tu Żywia w muzeum jako Rzymianka...


Siemek z Heńkiem w strojach militarnych.


Widok ze szczytu Glastonbury.


Troche morza niedaleko.



Marzec 2019

Tak, troche przeskoczyliśmy, zdjęcia z międzyczasu są chyba na Gwidona komputerze.

Zaczęłam przygodę z pszczelarstwem. Tu świeżo otrzymany ul. Siemek, nie wiem czemu, jako rycerz.


Biedny pies (Toffee) męczony przez dzieci. Przez pewien czas musiała nosić ubrania...


I urocze zdjęcie śpiącej kozy ze swoim koźlęciem.


Kwiecień 2019

Przygotowuję z młodzieżą ogród koło kościoła, ogród przyjazny zapylaczom. Bo nie wiem, czy wspominałam, ale jestem opiekunką w klubie młodziezowym w Oldcastle. Co tydzień spędzam 1,5 godziny w towarzystwie 30 nastolatków. Dalej nie wiem, jak to sie stało.


Mój ul w ogrodzie i ja we wdzianku. Niestety, z przyczyn klimatyczno - pogodowo- chorobowych, straciłam mój pierwszy rój. Na wiosnę zaczynam od nowa!


Odwiedziła nas rodzina Marcina - tu Zywia, Siemek i ich kuzynka Lila nad Atlantykiem.


Urocza wycieczka wzdłuż klifów nad Morzem Irlandzkim.


Maj 2019

Fotka z pracy, gdy łapalismy z dzieciakami z podstawówki rybki i inne ślimaki z morza.


Żywia z pucharem - jej klub futbolu Gaelic (w którym mozna piłkę dotykac rękoma i ma sie bramkę jak do rugby) wygrał mistrzostwa regionu. Ja mam to głupie wdzianko, bo przez 4 godziny stałam na parkingu i kierowałam ruchem. Znowu, nie mam pojęcia, jak się na to zgodziłam.


Czerwiec 2019

Dzień Dziecka - tym razem w skansenie.


I jeszcze urocze resztki zamku obok słynnego klasztoru w Clonmacnoise. I znów rodzeństwo, które nigdy się nie kłóci...


Hasające dzieci w burzanach.


A Gwidon odkrywa analogową technologię.


Uroczy kamienny krąg z Wicklow.


Jakis historyczny piknik w Trim. Dzieciaki poprzebierane.




Tu trafiłam na bankiet do prezydenta. Jako działaczka społeczna. 


Prezydent to ten mały w środku (Michael D. Higgins)



Wsiwesołej ciąg dalszy.

Sierpień 2019

A tu znowu Polska, tym razem wycieczka do Warszawy. Maluchy były pod wrażeniem. Żywia stwierdziła ze zdziwieniem, że do tej pory myślała, że Dublin jest miastem, a Siemek przyznał, że był pierwszy raz na przejściu dla pieszych z tyloma ludźmi naraz. Wszystkie dzieci nigdy nie były na tak wysokim pietrze wczesniej (spalismy u Stefy, na 15 piętrze). No i pierwszy raz metro. Jeździliśmy pociągiem i maluchy były w szoku, że ze starych wagonów z toalety jest dziura na tory.





A potem Lublin. Tu na zamku.


Takie tu maja znaki...


I prosto na Wolę Obszańską (byłe zamojskie), miejsce, gdzie kiedyś spędzałam każde wakacje u dziadków. Trafilismy na odpust i na kramy z wiatrakami, pistolecikami, ale tez perukami. Tu Gwidona nastrój i entuzjazm podkreśla ta peruka zakupiona przez Żywię.


Gwidon z wujkiem Ryśkiem zawieźli nas pod las na jeżyny.


I dalej ruszyliśmy, tym razem do cioci Eli i reszty w Chełmie pod Krakowem. Wyszliśmy na spacer do lasu i zebralismy chyba z milion prawdziwków.





Tu już Grabik. Dzieciaki moje młodsze i mojej siostry leżakują...


... i się sportują.



Ech, właśnie przerwałam, bo wyleciałam na dwór (jest północ), bo coś było mordowane i myślałam, że kuna wpadła do kurnika. Ale wrzeszczało coś innego, i długo zajęło mu umieranie (zapewne lis coś ubijał na dróżce). No ale lecimy dalej.

Wrzesień 2019

Znów zdjęcia z bagna. Ten pająk poniżej jest spory (liść brzozy pływa do porównania); pływa i nurkuje.


Przesilenie jesienne - na Loughcrew czekalismy tradycyjnie na wschód słońca, pogoda, jak widać wyśmienita. Dobrze że kawiarnia na dole serwowała śniadanie :)


Znów trafiliśmy na chwile do Polski, bo Andrzej, brat Marcina, brał ślub. Zdjęć ze ślubu jeszcze nie mamy żadnych, ale za to pierwszy raz znaleźliśmy Okratka australijskiego, egzotycznego dość grzyba, niestety jeszcze do końca nie otwartego. Potem wygląda jak czerwona ośmiornica wystająca z gleby.


Zbieralismy tez jadalne grzyby.


Rodzice moi mieli rocznicę ślubu.


O, jest jedno zdjęcie ze ślubu: Siemo.


Troche przyrodniczych fotek z pracy i nie tylko:









A na koniec jogińska poza Siemka przed naszym szałasem na bagnach. Pisałam bloga zamiast pracować, mam więc teraz jeszcze większe spięcie i mniej czasu, ale tylko spokój nas uratuje!